niedziela, 6 kwietnia 2008

Kwiecień, plecień - bo przeplata.....


No i obiecana część rozmyślunkowa dotycząca mojego pobytu w domu, a także powrotu na angielskie śmieci. Wracać chciało sie nie za bardzo, bo w końcu można było pospać dłużej, spotykać się ze znajomymi, robić rzeczy, które są w Anglii nieosiągalne. Jednak z drugiej strony, każdy ma swoje obowiązki, zajęcia, którym poświęca czas i uwagę, więc nie było mi szkoda, bo też wróciłam do swoich zajęć. Szczęśliwa i pełna sił. Niektórzy jednak musieli pokonać tęsknotę i obawy o bliskich, aby wrócić do pracy w Anglii. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Aura sprzyjała pozytywnemu nastawieniu na siebie, życie i przyszłość. Pierwsze ciepłe promyki na twarzy i odsłoniętych ramionach sprawiły, że myśli same powędrowały w odległe strony dziecięcych wakacji spędzanych nad morzem czy w górach ;)
Zrodziły się plany wakacyjne, które mam nadzieję, uda się nam zrealizować.
Rozpocznę od wyjazdu do Prowansji we Francji. Już 31.05 spotkam się z moją psiapsiółką Muflonem na francuskich rogalikach ;) Już nie mogę się doczekać, to będzie pierwsze spotkanie od roku. Ale ten czas galopuje... Cały tydzień spędzimy razem na zwiedzaniu, odpoczywaniu, zabawie i pogaduchach do rana pod błękitem francuskiego nieba ;)
To jeden z najbliższych planów.
Pracę w hotelu skończę końcem czerwca i WAKACJE!!!!!!!!!
Może uda sie jeszcze zjeździć trochę Anglię, aby poznać tą inną, turystyczna stronę tego kraju, jego piękne zakątki i miejsca.
Po powrocie do Polski moim marzeniem jest pojechanie na co najmniej 10 dni w Bieszczady...mmm...może tam uda mi się nauczyć konno! ;P To kolejne moje marzenie....
Chciałabym też poleżeć na Jałowcu, najeść się jagódek, malin i jeżyn na cały rok, przejechać kilka tras na rowerze, odwiedzić Słowację...a może i Stoyana w Bułgarii. Chcę też zorganizować tour de Poland dla moich znajomych, których poznałam w Anglii i pokazać im, że nasz kraj też jest godny odwiedzenia ;) Na zakończenie, czyli we wrześniu chciałabym odwiedzić Hiszpanię, a dokładnie znaleźć się na Ibizie. ...mmm...o Formenterze nie wspomnę nawet, bo jeśli uda mi się tam znaleźć, będę chyba w siódmym niebie ;P
Skończą się wakacje i co dalej?
To już czas pokaże. Jednak już teraz rozglądam się na kącikiem w Bielsku Białej. Mieście, które oprócz swojego bogatego kulturalno - społecznego wnętrza, jest chyba jednym z najpiękniejszych, bo znajduje się na wyciągniecie ręki od moich ukochanych gór ;)
Nie myślcie tylko, że znów was zostawię. Złe słowo. Zniknę. Hmm, no określcie jak chcecie moją wyprawę do Anglii. W Bielsku możecie liczyć na moja gościnność i zawsze otwarte drzwi ;)))) i nie jest to aż tak daleko. A czuję, że dla Słonecznych Dusz, znajdę się właśnie na drodze do górskiego nieba ;)))
Chciałabym wrócić na uczelnię. A bielski odział Akademii Ekonomicznej oferuje zajęcia na moim wybranym kierunku, czyli zarządzanie kadrami. W międzyczasie będę szukać pracy, w której czułabym się dobrze, w której mogłabym się spełniać i poszerzać moją wiedzę i umiejętności.
Ale poważnie zabrzmiało.
No ale tymczasem, jak każdy człowiek czekam na słoneczne, letnie dni.
Jestem ciekawa co o tym wszystkim myślicie. Czekam zatem na wszelkie komentarze i odzewy z waszej strony.

Trzymajcie się gorąco. Przesyłam każdemu z osobna dużą buźkę :******

czwartek, 27 marca 2008

A w sercu MAJ!!!!

No witam Was po długiej przerwie. Obiecałam, że dzięki temu, że mam internet w domu, będę pisać więcej. No i piszę, ale już osobiście do każdego poprzez gg, maile, listy i trochę nie miałam weny aby pisać ogólne przemyślenia. Poza tym nie chciałam opowiadać wszystkiego przed moim przyjazdem, bo już nie mielibyśmy o czym sobie opowiadać ;)
Może zacznę już od mojego przyjazdu do Katowic, rodzinnego domu. Podróż odbyła się bez większych przeszkód i opóźnień. Na lotnisku powitali mnie rodzice. Nie obyło się bez łez wzruszenia...a mama nawet przyniosła kwiaty, które dopiero spostrzegłam gdy wsiadałam do samochodu. Cóż za uczucie, po takim czasie... ;) Byłam bardzo szczęśliwa.
Po dotarciu do domu, musiałam jak mały szczeniaczek pobiec przez wszystkie pokoje, posznupać, "poobwąchiwać" wszystko ;P Niby nie było większych zmian, ale dało się zauważyć pewne różnice. Może przez to, że nie było mnie tu tak długo, może dlatego, że i moja siostra przeniosła się do swojego gniazdka. Najbardziej zauważalne to nie brak rzeczy,mebli, czy dekoracji, ale ludzi, ich głosu, śmiechu, obecności.
Pierwszy wieczór to próba streszczenia tego co się stało w ciągu 7 miesięcy. To trudne, ale pomogły zdjęcia które częściowo pomogły w obrazowaniu sytuacji, miejsc, ludzi.
Już od pierwszego dnia poznałam polską bolącą rzeczywistość...haha ale zabrzmiało...chodzi mi tylko, że udałam sie do dentysty, który poczęstował mnie wyrwaniem ósemki. Ale to przecież dla mojego dobra ;) Poprawiłam sobie później humor dzięki zakupom (oczywiście nigdy tak nie robię ;P)
Bardzo się cieszę, że przyjechałam w takim, a nie innym terminie. Chociaż został mi on narzucony, to jednak okazało się, że przyniósł mi wiele pozytywnych niespodzianek. Właśnie w tym czasie odbywał się Festiwal Slajdów Podróżniczych. Już kiedy weszłam do sali, poczułam, się jak w domu. Nie z cegieł i betonu, ale dzięki ludziom, którzy mają taka samą pasję. Pasję poznawania, życia; którzy otwarci są na ludzi, którym nie potrzeba drogich samochodów i ubrań, którym wystarczy np. rower i chęć aby zrealizować swoje marzenia np. podróż do Chin...
Kolejne dni również spędziłam na odwiedzinach, pogaduchach z rodzinką, przyjaciółmi. Zaliczyłam super urodzinki ;P na których o 2 nad ranem robiłyśmy zadanie z bankowości ;)

Kolejne dni znów przypomniały mi siłę przyjaźni. Wybrałyśmy się na pyszny obiadek wegetariański, a potem do kina na "Lejdis" ;D To było niesamowity, tak samo jak ciepłe rozmowy przy grzanym winie ;)
Ach, nie obyło się też bez próbowania nowych rzeczy jak SAKE- A to za sprawą jednego ciekawskiego Górala ;P
Czas który spędziła w Polsce także wykorzystałam w sposób duchowy, na przygotowaniu do Świąt Wielkiej Nocy i chociaż nie było mnie w tym czasie z rodziną, tylko już w pracy. To starałam się nie zatracić sensu wypływającego ze Zmartwychwstania. W piątek przed niedzielą Palmową jak co rok już od ponad 3 lat wybrałam się na Drogę Krzyżową prowadzoną ulicami Katowic. Zaczyna się ona u stóp pomnika "Dziewięciu z Wujka", który upamiętnia drastyczne wydarzenia historii. Droga Krzyżowa prowadzi m.in. przez więzienie, Kościół Garnizonowy, Pałac Młodzieży, a poszczególne stacje prowadzą różne grupy mieszkańców Katowic. Po ponad 2,5 h duchowa podróż kończy się przy Pomniku Powstańców Śląskich. To niesamowite przeżycie...zachęcam wszystkich aby spróbowali. Aby w trakcie masowych domowych porządków, hurtowych zakupów, gotowania smakołyków nie stracić tego sensu, dla którego świętujemy...

Kolejne dni również upłynęły szybko, na spotkaniu z batalionem Batorowców w Herbaciarni.
Wieczorne rozmowy na tematy ważne i mniej, przy kubku parującej herbaty potrafi zdziałać cuda. Modlę się tylko o to, abym zawsze była w stanie poświęcić uwagę i czas dla ludzi, którzy sprawiają, że ten świat otwiera dla mnie swe ramiona. Aby nie być zbyt zabieganym, zadufanym i niedostępnym dla tych którzy tego potrzebują. Dziękuję Wam!!!!! Za to, że jesteście, że w swoim życiu też nie zapominacie o tym co najważniejsze ;***
No i aby dopełnić urlopu w nd wieczorem, tuż przed powrotem do Anglii, mafia Nyszkiewiczów wybrała się na koncert rockowy do Mega w Katowicach na TSA!!!!! ;D
Przy okazji w poniedziałek odebrałam dyplom licencjata z AWFu.
Tak też w skrócie minął mój urlop w Polsce. Pełna wrażeń i nowych doznań, wróciłam na zieloną krainę. No i znów trzeba było wrócić do swych obowiązków.

Dziękuję wszystkim i po kolei, za to, że uczynili mój pobyt w Polsce takim ciepłym, uroczym, pełnym niesamowitych przeżyć i doznań, za to, że napełnili mnie siłą i nadzieją ;)))

Dziękuję też Słonecznej Duszy, za to, że zawsze jest!!!!! ;*****

Następnym razem o tym jakie są moje plany na najbliższe miesiące, a są ... ;P

A to wiosna przed moim obecnym domkiem ;)))



poniedziałek, 14 stycznia 2008

JUZ ZA KILKA DNI, ZA DNI PARE.... ;D

Jeszcze nie znacie powodu mojej ogromnej radości???.... Otóż właśnie przed chwilką zarezerwowałam bilet na samolot do Polski. Przylatuje 4.03 na 2 tyg. Ależ się już nie mogę doczekać ;) Miało być w lutym, żeby zahaczyć jeszcze na zimową aurę. ale w marcu też jest Ok/Poza tym jedna z moim przyjaciółek obchodzi w tym czasie urodziny, wiec na pewno czas będzie niezapomniany. Zamawiam też zupę ogórkową, kapuśniak, 2 godz na lodowisku. grzane wino, wypad w góry i do Karczmy na żurek, a potem godzinna kąpiel w wannie ;P mmmmm Oczywiście mam nadzieje, że znajdziecie trochę czasu i dla mnie i potowarzyszycie mi w tych małych przyjemnościach, no może oprócz tej kąpieli, hihihi
A co u mnie, no widać już oznaki wiosny, tzn zimy nawet nie było. Wciąż wzgórza są zielone, baranki się pasą, jedyne co może zepsuć humor to nieustanny deszcz. Jednak Anglicy znaleźli i na to sposób. Prosty, wygodny i bardzo popularny - kalosze, są one tu szalenie modne, wszędzie, teraz już wiem dlaczego maja tu większy wybór kaloszy niż szpilek.
Hmm, ostatnio też złapał mnie jakiś wirus i przytrzymał w łóżku kilka dni, ....a do tej pory żadnemu facetowi się to nie udało. Pociłam się, rumieniłam, wydawałam dziwne dźwięki prawie sie nie ruszając.....cóż to za wirus ;P
Na szczęście teraz już jest wszystko w porządku, wróciły mi siły i zapał do pracy.
Ach Kochani, już nie mogę się doczekać spotkania z Wami, zaczynam odliczać dni, a Wy?

PS> Życzę wszystkim w Nowym Roku odwagi i sil do spełniania marzeń, a sesjowiczom gładkiego przejścia przez tortury zwane egzaminami :****
Szczególne uściski dla tych Najsłoneczniejszych :D